POCAŁUNEK DEMENTORA. STAN W RYMACH ZAKLĘTY


Kiedy tak spoglądam na górę posta i odczytuję w myślach jego nazwę stwierdzam, że jakiś dziwny ten tytuł. Jakby niejasny, nie do końca zrozumiały. I być może właśnie dlatego tak tutaj pasuje...

Pisząc posty o pozytywnym myśleniu, poradach dotyczących organizacji czasu, czy wskazówkach na temat tego, jak sprawiać, by dni były pełniejsze wciąż mam w głowie niepokojącą myśl - że łatwiej mi o tym pisać, niż rzeczywiście stosować.

Tak, oczywiście nie poradziłabym Wam czegoś, czego bym nie przetestowała najpierw na sobie. Ale mimo wszystko nie wygląda to czasem tak kolorowo jak by się mogło wydawać.

Nie jestem ekspertem, nie wiodę perfekcyjnego życia utkanego z marzeń, nie potrafię być idealna.
I.. cóż. Dobrze mi z tym.

Są dni (o których przeczytasz tutaj), gdy wstaję o godzinie 6 pełna energii, z uśmiechem na twarzy spoglądam na swoją twarz w lustrze myjąc przy tym zęby, do pracy udaję się dłuższą drogą, by pozwolić sobie dzięki temu na spacer przez park. Ale po nich zdarzają się też dni pełne chłodu.

Próbując zwlec się z łóżka 15 minut przed ostatnim autobusem, który na czas zawiezie mnie do pracy myślę o tym, że wolałabym zostać pod kołdrą, która zdaje się opóźniać walkę z kolejnym dniem. Łóżko staje się azylem, po którego opuszczeniu nie czeka mnie nic dobrego. W pośpiechu myję zęby, narzucam na siebie ubranie i wybiegam spóźniona z domu całą drogę truchtając, by ledwo zdążyć na podjeżdżającego właśnie busa.



Dlaczego o tym piszę? Bo nie chcę brzmieć dla Ciebie sztucznie. Nie chcę wzbudzać w Tobie myśli, że "mam lepiej i łatwiej", że mnie "życie traktuje łagodniej". A już tym bardziej nie chcę, żebyś zaczął wierzyć, że jeśli masz więcej gorszych niż lepszych dni, to jesteś na straconej pozycji.

Był czas, gdy nie wierzyłam, że będę jeszcze kiedykolwiek szczęśliwa

Dni zdawały się zlewać w jedną całość - szarą masę bez konkretnego kształtu. Chodziłam jakby na wpół we śnie, odrętwiała i niezdolna do podejmowania decyzji. Poruszałam się wolniej, bardziej niezdarnie.
Dużo milczałam. I pisałam. Krótko, bez finezji, dokładniej tak:


I nagle coś się zmieniło. Podjęłam decyzję o tym, że od teraz będę szczęśliwsza. I wiesz co? Podziałało ot tak.
Wystarczyło zrobić pierwszy krok. A po nim zaskoczyła mnie lawina pozytywności.

Odnalazłam w sobie kobietę, która kocha całym sercem, która pragnie przyjaciół, o których będzie mogła się zatroszczyć, która każdy dzień spędza robiąc to, co kocha, która dąży do jeszcze lepszego jutra, która docenia znaczenie najdrobniejszych detali, która z pasją podchodzi do swoich obowiązków.

I gdy na niebie pojawiają się ciemne chmury - pozwalam im powoli przejść nad moją głową, nie walcząc z nimi, nie burząc się zbytnio. Wiem, że natura taka już jest. Coś przychodzi i odchodzi. 

I wcale nie musimy być od tego w 100% zależni.

Nie myśl więc, że karmię Cię na tym blogu ułudą o cudownym, barwnym życiu ze snu. Absolutnie nie. Chcę Ci tylko uświadomić, że każdy dzień ma w sobie piękno. I ten leszy i gorszy. Bo każdy z nich jest inny i inny ślad po sobie zostawia.

Daję Ci inspirację do tego, by korzystać z chwil jeszcze mocniej, by widzieć to, co Cię otacza jeszcze wyraźniej. Podpowiadam jak cieszyć się dniem pięknym, słonecznym i tym szarym, pochmurnym.

Ile na świecie ludzi - tyle marzeń, snów i uśmiechów.
Ale nie zapominaj, że tyle też obaw, smutku i niepokoju.




Od Ciebie tylko zależy, czy podejmiesz właściwą decyzję 
i w końcu pozwolisz sobie na bycie szczęśliwym.
Życzę Ci, byś wybrał właściwie.




To może Cię zaineresować:

0 komentarze