ZWOLNIONA Z OKAZJI 25-TYCH URODZIN



25-te urodziny, to kolejny wielki krok w moim życiu. Było ich zresztą już kilka: 6 lat i początek szkoły, 18 lat i pełnoletność, 20 lat i koniec bycia "nastolatkiem", 21 lat i "oczko", a teraz nadszedł czas na 25 lat i ćwierćwiecze chodzenia po tym świecie.

Wydaje się, że to nic takiego, że zmieniła się tylko cyfra po dwójce. A jednak jest w tym coś jeszcze, magia płynąca z tego, że za mną już 1/4, a może i nawet przy słabszej prognozie 1/3 życia. Gdy spojrzeć na to od tej strony, to staje się to jednak całkiem poważną sprawą, prawda?

Przez te wszystkie lata obierałam niezliczoną ilość "stylów życia". Byłam pracoholiczką, imprezowiczką, stylistką, BoboLaską, influencerką, samotniczką, tą nielubianą i nierozumianą, tą, której towarzystwa nagle wszyscy łaknęli... I doszłam do jednego wniosku. Kluczem w życiu jest umiar.
Od zbytniego chaosu i w głowie robił mi się chaos.



W ŻYCIU CHODZI O... ŻYCIE.

Tak, niby to takie jasne, niby banalne i pewnie śmiejesz się pod nosem, że niczego nowego tym nie odkryłam. A jednak wszyscy jakby w panice krzątamy się każdego dnia w pośpiechu, by osiągnąć coś więcej, niż tylko przeżycie dnia z uśmiechem na twarzy, czując, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jakby musiało być coś więcej, bo to, co tuż pod ręką, to przecież nie wystarczająco wiele.

Zapominamy o zwykłym cieszeniu się TĄ CHWILĄ. TYM, CO TU I TERAZ.

Tak, kolejny banał. Ale czy nie zdarza Ci się więcej myśleć o "wczoraj" i "jutro" przez co jakby tracisz swoje "dziś"?
Tak intensywnie żyjesz swoją przeszłością, rozmyślając co mogłeś zrobić inaczej, że nie dokonujesz lepszych wyborów własnie teraz. Tak mocno wizualizujesz swoją wymarzoną przyszłość, że zapominasz iż właśnie teraz powinieneś ją tworzyć.
Błędne koło, nie sądzisz?


Tylko jak się za to właściwie zabrać, żeby mimo tego całego pędu 
nadal wyciągać z TERAZ jak najwięcej?


Jest na to sposób; wyjątkowo prosty. Zrób listę czynności, których wykonywanie naprawdę Cię uszczęśliwia, wypisz dziedziny, których one dotyczą, miejsca, ludzi, pory dnia. A teraz zrób listę czynności, które rzeczywiście wykonujesz każdego dnia. I porównaj je.
Jeśli nie pokrywają się przynajmniej w większości, to czas na zmiany. Dobre zmiany.



Dawniej należałam do tych, którzy większość czasu ubolewali nad tym, jak mało mają w życiu szczęścia i płakałam nad niespełnionymi dotąd marzeniami oraz przyszłością, która wydawała się nie nadchodzić.
Później chwytałam się wszystkiego byle tylko osiągnąć w życiu jakiś większy sukces. Działałam impulsywnie, pochopnie, z najmniejszej iskry wzbudzałam rozszalały ogień, którym paliłam za sobą mosty.

Ze skrajności w skrajność.

Na te 25-te urodziny obiecałam sobie jedno. B A L A N S .
Zdaję sobie sprawę, że jest on kluczem do wszystkiego, czego od życia pragnę.


SLOW LIFE
czyli życie, w którym każdy oddech ma znaczenie.


Jeśli nie znasz, nie słyszałeś... koniecznie się zapoznaj. To naprawdę piękna idea, która zwraca naszą uwagę na wszystko to, o czym w biegu zdarza nam się zapomnieć. W skrócie?

  • skonkretyzuj swoje priorytety,
  • czytaj zamiast tylko oglądać,
  • ciesz się posiłkiem bez konieczności przeglądania telefonu,
  • nie zagracaj się, szanuj przestrzeń wokół siebie,
  • zamiast spacerować po centrach handlowych, wybierz się chociażby do parku,
  • rozglądaj się i zobacz ile piękna jest wokół (np. jadąc busem do pracy),
  • nie koncentruj się na tym, co było lub będzie, ale na teraźniejszości,
  • zamiast posiadania, skup się na tworzeniu i daj światu coś od siebie,
  • nie próbuj być multifunkcyjny. Rób jedną rzecz na raz,
  • nie bądź "zbyt", "nadto", "za bardzo". Szukaj balansu.


Co    s l o w   l i f e   oznacza dla mnie? Przede wszystkim zrobienie kroku w tył, delikatne wycofanie się i przyjrzenie z boku temu, co mnie otacza.
Czasem w natłoku myśli popełniamy niesamowite gafy, mówimy głupstwa, robimy rzeczy, których potem żałujemy. A uczucie to niczego dobrego nie przynosi - czasu przecież nie cofniesz.
Dlatego staram się żyć wolniej i bardziej świadomie.

I nie oznacza to, że cały dzień leżę na trawie w ogrodzie, z głową w chmurach, rozmyślając na pięknem ptasiego śpiewu, oj nie! Mam wiele spraw na głowie i równie wiele rzeczy do zrobienia każdego dnia - ale żadna z nich nie sprawia, że myślę o "stracie czasu".
Rozwijam się, uczę, buduję lepszą przyszłość, doceniam coraz więcej drobiazgów, które mam tuż obok, nie rozpamiętuję przeszłości, wyciągam wnioski i co najważniejsze - żyję. Oddycham.


Takim oto sposobem, na swoje 25-te urodziny zostałam "zwolniona". 

Preferuję układ "myślę, zanim powiem", żyję w pełni świadomie, skoncentrowana na dniu dzisiejszym i tym, jak działania wykonywane tu i teraz prowadzą mnie w stronę wymarzonej przyszłości. Robię wiele rożnych rzeczy, ale na wszystko znajduję odpowiedni czas i miejsce, starając się nie wykonywać kilka zadań jednocześnie. Znajduję największą przyjemność w najprostszych czynnościach - czytaniu ulubionej książki, parzeniu zielonej herbaty o nowym, nieznanym dotąd aromacie, przygotowywaniu pełnego wartości posiłku, intensywnej rozmowie, zmęczeniu po wizycie na siłowni.

Moja lista czynności ulubionych i tych, które wykonuję każdego dnia zaczyna się niemal całkowicie ze sobą pokrywać. A to już ogromne osiągnięcie.



A jak jest z Tobą? Może i Ty nieco zwolnisz?

Pozdrawiam,

To może Cię zaineresować:

0 komentarze